deviant art

Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
[x]
Download File
HTML, 5.4 KB
more ▶

More from ~Sawada-Reno

Featured in Groups:

Details

January 8, 2009
5.4 KB
Thumb

Statistics

Comments: 6
Favourites: 1 [who?]

Views: 198 (0 today)
Downloads: 8 (0 today)
[x]
Padało już w momencie gdy wysiadał z taksówki. Szum deszczu zlewał się w jedno z gwarem ulicy. Prawdziwa ulewa rozpoczęła się kiedy stanął na pasach. Czekając na zmianę świateł, obserwował jak ruchliwa ulica zmienia się w niewielką, acz rwącą rzekę. Zielone. Przeszedł na drugą stronę wraz z tłumem, podobnych mu, anonimowych ludzi. Kogoś potrącił, z idących z naprzeciwka . Świat zaroił się od parasoli. Szły pojedynczo, parami, niektóre się spieszyły, inne sunęły powoli. Duże, małe, przezroczyste i czarne. Te w kratę i w kwiatowe wzory. On jeden wydawał się ostatnią osobą na świecie bez parasola. Deszcz bez skrępowania padał na jego szary kapelusz i kołnierz prochowca. Przystanął. Ktoś niemal wpadł na niego. Spojrzał w niebo. Przez ciężkie, deszczowe chmury usiłowało się przebić zachodzące, wrześniowe słońce. Przyjechał trochę za wcześnie. Do odjazdu pociągu miał jeszcze sporo czasu, a nawet gdyby się spóźnił, wiedział dobrze, że nie ruszą bez niego. Chcąc przeczekać ulewę i zabić czas wstąpił kawiarni. Jednej z wielu na Stawowej. W  środku było ciepło i przyjemnie. Kobieta zza lady przywitała go radosnym uśmiechem. Pachniało kawą i czymś, co przypominało zapach orzechów. Gdzie sięgał wzrokiem wszystkie miejsca były zajęte. Młodzi ludzie, studenci, rodziny, starzy biznesmeni załatwiający interesy przy filiżance kawy. Uśmiechy, uściski dłoni, konspekty zajmujące cały stolik, tłumaczenia, machania głowami w geście uznania i akceptacji. W końcu, w dalszej części lokalu znalazł wolne miejsce. Powiesił zmoczony kapelusz i płaszcz na wieszaku. Zdecydował już jakiś czas temu co zamówi, mimo to nie chciało mu się wstawać od stolika. W końcu złożył zamówienie. Czekając na swoją kawę, zerkał za siebie. Przez, duże, oszklone, wejściowe drzwi zobaczył jak zrobiło się ciemno na zewnątrz. Spojrzał na zegarek. Zdecydowanie za wcześnie na nadejście zmroku. Zbierało się na porządną burze. Pierwszy grzmot wcale go nie zaskoczył. Teraz, jeszcze bardziej nie chciał się stąd ruszać. Został by tu już na zawsze, gdyby nie ten przeklęty pociąg. Grzmiało coraz mocniej, a on czekał na swój czas. Pił, obserwował ludzi, wdychał delikatny aromat, dotykał gładkiego, aksamitnego obrusu w kremowym kolorze. Mijały kolejne chwile, odmierzane kolejnymi uderzeniami jego serca. Dopijał swoją kawę, gdy nastąpił Koniec Świata. Stało się to dokładnie w monecie, gdy zabłysnął najjaśniejszy z piorunów. Wiedział o tym, czuł to, w końcu po to tutaj był. Dziwił się tym wszystkim ludziom, że nie dostrzegli takiego zjawiska. Oni po prostu, jak gdyby, nigdy nic, dalej rozmawiali i załatwiali swoje sprawy. Pora ruszać na dworzec. Zapłacił przy wyjściu kelnerce, tej uśmiechniętej i wyszedł. Deszcz, na szczęście, ustępował, a burza oddalała się. Do dworca nie było daleko. Tak, katowicki dworzec. Ciągle taki sam. Brzydki, toporny i brudny. Ludzie okupujący kasy, wszędobylskie sklepiki, kioski i kramiki. Choćby nie wiadomo, co się działo, pewne rzeczy nie zmieniają się nigdy. Znał to wszystko. Dworzec i jego dzieci. Bezdomni, kieszonkowcy, zbierający na bilet powrotny, grajkowie, chcących zarobić trochę grosza. Rzut oka na rozkład jazdy. Jest. „Koniec Świata”. Miedzy Koluszkami a Kostrzynem. Pociąg zaraz nadjedzie. Sprawdził jeszcze wewnętrzną kieszeń płaszcza, czy ma bilet, który kupił kilka dni temu. Spoczywał na swoim miejscu. Było już ciemno, gdy wszedł na peron. Gwiazdy niepewnie zaczęły wyglądać zza chmur. Było tu, oprócz niego, jeszcze kilka osób. Nie był pewien, czy czekają wraz z nim na odjazd do Końca Świata, czy na nocny ekspres do Płocka. Zobaczył w oddali światła. Dostrzegł sylwetkę nadjeżdżającego pociągu. Zaraz potem pisk hamulców. Lokomotywa wraz z wagonami drugiej klasy zatrzymała się. Nie było opóźnienia. Otworzyły się drzwi. Wszedł. Jak się spodziewał, nie było zbyt wielu podróżnych jadących w tym samym kierunku. W tym wagonie na pewno był sam. Zajął pierwszy lepszy przedział. Płaszcz odwiesił na haczyk przy zasuwanych drzwiach. Usiadł przy oknie. Usłyszał gwizdek. Pociąg szarpnął i ruszył w noc, wprost do Końca Świata.  
:iconsawada-reno:
Pierwszy w tym roku. Chciałbym życzyć sobie, aby ten rok był płodniejszy od poprzedniego.
A co do samego tekstu. Jak zwykle to tylko kawałek, bo więcej nie chciało mi sie napisać i jak zwykle łudzę się, że zdołam to kontynuować. Zobaczymy. Z góry sie przyznaje tekst zainspirowany tytułem jednej z piosenek Myslovitz, a której to się łatwo domyśleć.
Add a Comment:
 
:iconbutterflyneko:
Meoooooooooooooooow ~

I, i , i cooooooooooooo....??

Nekocica czeka... < wywija niecierpliwie kapciuszkiem> >:3
Reply
:iconneocortex1:
~NeoCortex1 Jan 14, 2009  Hobbyist Writer
To wiesz jak jest XD Czekam na nastę;pną częśc, i mam nadzieję że nie zawiedziesz moich oczekiwań! ^^
Reply
:iconkomiksiarnia:
ciekawe,aż chce się wiedzieć,co będzie dalej...
Reply
:iconkatiria-the-cat:
W sumie to nie wiem jak interpretować ten tekst. Mam kilka hipotez xP
Aha i wyjustowałbyś ten tekst, ładniej by wyglądał ;>
Reply
Add a Comment: